Oczekiwania kontra rzeczywistość… cd.

No proszę, co on sobie myśli, niejaki Tony. Co za tupet, wątpić w moją pasję do koszykówki!? Znalazłam jego dane na wikipedii. Tony to były koszykarz z Chicago. Grał też w Polsce i przeczytałam, że to dzięki niemu drużyna z północy Polski awansowała kiedyś do ekstraklasy. Karierę zakończył w 2010 roku w wieku, no właśnie nie wiem, bo inna strona internetowa odmładzała go o trzy lata. Przyjmuję (wolę) wersję taką, że jest młodszy ode mnie o trzy lata, a nie sześć, więc według wikipedii zawodowo przestał grać, gdy miał 37 lat. Miał ciekawy profil. Widać było, że dużo podróżuje. Ze zdjęcia patrzyła na mnie kopia Denzela Washingtona. Wysoki, wysportowany mężczyzna o cudownie czarnych oczach. Natychmiast, w mojej głowie, nie wiadomo skąd pojawiła się panika i myśl – „Jak dobrze, że biegam” – co w przełożeniu, miało znaczyć – „Jak dobrze, że też jestem wysportowana, o jeden stres mniej.” Patrzyłam na niego do czasu, aż spokojne, instagramowe spojrzenie zaczęło wkradać się do mojej głowy z przeróżnymi myślami. Jedna z nich kazała mi przypuszczać, że skoro zrobił kolaż z moich zdjęć, które nie miały nic wspólnego z koszykówką, to chce przygody. Romantyczna część mnie, jednak chciała się łudzić i na krótką chwilę odleciała w chmury. Byłam z nim na Lazurowym Wybrzeżu, siedzieliśmy na przystani i im dłużej przyglądałam się fotografii, na której samotny mężczyzna moczył nogi w perłowej wodzie, chciałam wierzyć, że mogłabym być blisko niego.

– Mamuś – usłyszałam łagodny głos synka. – Zobacz co zbudowałem.

W sekundę Lazurowe Wybrzeże przemieniło się w pokój, a przede mną stał Kajtek i z dumą prezentował mi zbudowany przez siebie z klocków lego statek. Wkrótce mieszkanie przerodziło się w bazę kosmiczną, aż do wieczora odpierającą atak najeźdźców z kosmosu. Oczywiście ja byłam wrogiem, a Kajtek bohaterem, który mnie pokonał.

Oj, jak późno! Mój mały bohater zasnął wtulony we mnie, strasznie mi gorąco, musiałam przysnąć. Zerknęłam na telefon, no tak zbliża się północ. Jak dobrze, że jutro sobota.

Zdejmując w łazience dresy, moje spocone i rozgrzane ciało poczuło kojący chłód. Wraz z wodą z prysznica w dół spłynęły mrzonki o mężczyźnie z Lazurowego Wybrzeża.

Do łózka położyłam się z książką, lecz zamiast czytać, sączyłam wytrawne wino ze wzrokiem wbitym w ścianę. Jak spróbować móc uwierzyć, że wszystko jest możliwe? Muszę zmienić myślenie o sobie. Nic nie dają słowa przyjaciół, pełne podziwu dla zaradnej, samotnej matki. Wiedziałam, że gdzieś jest druga, ciekawsza, odważniejsza strona mojego życia, do której pchałam się nieudolnie.

Znów nie mogę zasnąć, nie wiem co byłoby lepsze – pustka w głowie, czy wciąż forsujące mój umysł, niespokojne myśli. Przewracam się z boku na bok i znów przepocona, wzdychając, obracam się na plecy. Głaszcząc delikatnie ramiona, szyję, piersi i brzuch próbuję uspokoić swój oddech. To nie pomaga, wstając energicznie od razu robię brzuszki, potem przysiady i pompki. Choć nie chcę przygód, to wracając do łóżka, już naprawdę zmęczona, złapałam za telefon i odpisałam na wiadomość, a raczej na pytanie ciekawskiego koszykarza – Basketball???

– Tak.

Wtulona do poduszki, z obolałym ciałem po intensywnych ćwiczeniach, zasnęłam. Dopiero rano zobaczyłam, że sobowtór Denzela o imieniu Tony znów coś do mnie napisał.

– Kocham twój kraj. Mieszkałem w Sopocie i Gdańsku. Grałem tam w koszykówkę.

– Tak, wiem nawet w jakiej drużynie – odpisałam zgodnie z prawdą. – Ja jestem fanką Wrocławia.

Odpowiedź przyszła jedna po drugiej, gdy siedziałam przy pierwszej porannej kawie.

– Booooo

– Wróg

Naprawdę mnie rozśmieszył.

-Ahahaha, ja mieszkam we Wrocławiu – odpisując, uśmiechałam się sama do siebie, zadziwiona i jednocześnie zdystansowana.

– Pochodzę z Chicago… ale mieszkam we Francji – nadeszła odpowiedź.

Nie potrafiłam wyobrazić go sobie inaczej, jak ze zdjęcia… siedzącego wygodnie w małym kolorowym fotelu z rozpiętą koszulą i rozchylonymi nogami, które w błękitnych jeansach wyglądały na mocno umięśnione. Tony pisał na telefonie, zaczepnie patrząc na mnie…

– Jeśli będziesz wkrótce we Francji, daj mi znać. – Co to za przekaz? Czytając cofnęłam brodę i otworzyłam szeroko oczy – że co? – pomyślałam. Ciut, a właściwie nie ciut, tylko mocno rozczarowana, zastanawiałam się co mu odpisać. Więc „wieczorek zapoznawczy” mamy już za sobą. Heh, odezwał się we mnie głos dziewczyny z prowincji. Nigdy nie podróżowałam sama. Od zawsze, to znaczy, gdy miałam 18 lat, byłam z moim Grześkiem. Potem w wieku 25 lat urodziłam Martynkę, a gdy miałam 38, na świat przyszedł Kajtek i tylko Grześ wykruszył się nam gdzieś po drodze. Co mam ci napisać, kotku? – Ironizowałam w głowie. Przecież nie będę ci się zwierzać, bo jeśli oglądałeś mój profil, to wiesz, że jestem sama z dziećmi. Ok, postanowiłam… będę sobą.

– Jestem zakochana w Paryżu, na pewno kiedyś zabiorę tam swoją córkę – klik, poszło.

– Ok, będę tutaj mój przyjacielu… wrogu.

Znów, się roześmiałam.

– Ahaha, nie jestem wrogiem, to było dawno temu.

– Tak, ale pamiętam, lol. – Kocham Polskę. – Kiedy przyjedziesz, powiem Ci coś o polskich kobietach i mi nie uwierzysz.

Aaaaaaa, on chyba myśli, że skoro kocham koszykówkę, to muszę być jedną z tych kobiet, które się umawiają z koszykarzami. Jakże prawdziwe są w moim przypadku słowa „pozory mylą!”

Mając 17 lat, na widok mężczyzny o blond włosach i niebieskich oczach pierwszy raz poczułam łaskotanie w podbrzuszu. Było wtedy upalne lato. Wówczas znałam już opowieści moich przyjaciółek o utracie dziewictwa. Na polu bitwy zostałam tylko ja, jednak moja emocjonalna niedojrzałość kazała mi wciąż czekać. Broń Boże, nie odczuwałam presji, wręcz przeciwnie, rówieśniczki zrobiły sobie ze mnie słuchaczkę od intymnych zwierzeń. Moja historia o pierwszym razie zaczęła się jak z filmu… wakacje, jezioro, słońce, plaża i boisko do siatkówki. Leżałam z przyjaciółką na wysokim wzniesieniu porośniętym trawą, gdy usłyszałyśmy głośne brawa. Podnosząc się leniwie, porażona jasnością słońca, zobaczyłam zapełnione zawodnikami boisko do siatkówki. Przymrużyłam oczy i zmarszczyłam nos, żeby wyraźniej zobaczyć co się tam działo. Dookoła boiska stał tłum kibiców, większość z nich, jak zauważyłam, to były piękne, młode dziewczyny w bikini. Beti, moja towarzyszka, nie mówiąc nic złapała mnie za rękę i z górki pognała w tłum. Po kilku minutach, dostrzegłam na boisku serwującego „Anioła” odzianego tylko w szorty. Podobało mi się w nim dosłownie wszystko. Miał idealnie przystrzyżone blond włosy, błękitne oczy i gdziekolwiek patrzył, widziałam w nich jego duszę. Czas stanął w miejscu, tylko ten cud mężczyzna poruszał się podskakując, przykucając, podnosząc ręce, albo wyciągając je przed siebie… byłam zrozpaczona, kiedy mecz dobiegł końca i wszyscy się rozeszli. Jeszcze widok odchodzących siatkarzy, w towarzystwie pięknych kibicek w bikini zupełnie mnie dobił.

Wieczorem spacerowałyśmy po plaży i tym razem to Beti zamieniła się w słuchaczkę. Opowiadałam jej o swoich dziwnych odczuciach, jakich doznałam. Moja nietypowa mieszanka optymistki, romantyczki i melancholiczki snuła co raz to nowe przemyślenia na temat marzeń i ludzkich pragnień. Stwierdziłam wtedy, że z tym cud mężczyzną mogłabym przeżyć swój „pierwszy raz.” Tylko, czy mój ideał, chciałby się całować z wysoką, chudą małolatą? Kochana Beti, taktownie wzdychała, gdyż naprawdę nie wiedziała jak mnie pocieszyć. Nie mam pojęcia, czy istnieje siła przyciągania myśli, czy przeznaczenie, ale w tym samym czasie, nie wiadomo skąd, na plaży pojawiła się grupka rozbawionego towarzystwa. Idąc ku sobie dostrzegłam mojego mężczyznę. To cud, że mijając się z nim, nogi nie odmówiły mi posłuszeństwa. Moje myśli krzyczały do niego – Hej jestem Twoja, nie zmarnuj tego! – pomimo nieznanych dotąd uczuć i wielkich rozterek, szłam na nieugiętych nogach z podniesioną głową. Na szczęście moment, w którym nasze spojrzenia odnalazły się w półmroku, sprawił że moje nieme wołanie zostało rozszyfrowane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s