Oczekiwania kontra rzeczywistość…

     – Renata – uścisnął niepewnie moją zimną dłoń.

Jego odwaga i bezpośredniość zawładnęły mną i Jolą. Dołączył jeszcze do nas klasowy wesołek. Dawno się tak nie uśmiałam. Byłabym głupia, gdybym nie zauważyła, że Marek nie spuszczał ze mnie wzroku. Czułam się z tym dobrze, choć zakamuflowana ja, nie potrafiłam tego okazać.

Drogi powrotnej prawie nie pamiętam, pod domem obudził mnie przesympatyczny mąż mojej śpiącej Joli, z którą się nie pożegnałam.

Uroki dnia codziennego uśpiły moje myśli o Marku, kiedy pewnego wieczoru dostałam od niego wiadomość na Messengera i zaproszenie do grona znajomych na Facebooka.

Przesłał mi plik zdjęć z imprezy klasowej wraz z załączoną informacją o jego fascynacji moją osobą. Chciał się spotkać. Pisał, że będzie rano, służbowo w moim mieście i chętnie zje ze mną śniadanie. Na Facebooku miał zamieszczone tylko jedno zdjęcie z synami. Zgodziłam się, Kajtek był w szkole, Martyna na studiach, a ja do pracy szłam na dziesiątą.

Podjechałam do lokalu, gdzie można było zjeść pyszne śniadanie. Przy wejściu zauważyłam kolegę, przyglądającego się z wielkim zdziwieniem sytuacji, w której mnie zastał. Pewnie dlatego, że kiedyś chciał się umówić na kawę. Zbyłam go grzecznie wyjaśniając, że w ogóle nie chodzę na spotkania. Marek już czekał, dostrzegając mnie wstał i z uśmiechem odsunął krzesło, abym mogła usiąść. Stres odebrał mi mowę i lekkość chodzenia. Na dzień dobry musnął ustami mój policzek. Polubiłam śniadania w jego towarzystwie, od tamtej pory dzwonił do mnie codziennie oprócz weekendów. Po czterech miesiącach wyznał, że mnie pragnie! I owszem myślałam o takiej chwili, ale paraliż niszczył moje wyobrażenia o tym.

Zgodziłam się, lubiłam go bardzo, nasze spotkania i rozmowy były beztroskie. Pamiętam, ten moment jak dziś. Wczesny ranek w pokoju hotelowym, długie jasne firany przywitały nas falując przy otwartym oknie. Oto ja panna z odzysku, stałam przed Markiem jak przestraszona dziewica. Rozbierał mnie powoli wodząc wzrokiem za swoimi dłońmi. Jedyna myśl jaka przyszła mi do głowy, to „zacznij go rozbierać, bo za chwilę będziesz stała naga przed ubranym mężczyzną.” Nie wiem jakim cudem, ale zaczęłam równie powoli rozbierać Marka, a mój rozbiegany wzrok krążył pomiędzy jego dłońmi i moimi.

Naga prawda… rozebrani zbliżyliśmy się do siebie, on dłońmi muskał moje plecy i pośladki, a ja trzymając jego policzki całowałam badawczo go w usta. Nawet hotelowa, wykrochmalona pościel, nie była w stanie ochłodzić rozgrzanych ciał.

Ach, jak smakowało mi śniadanie. Śmialiśmy się ze wszystkiego, lubiłam w Marku jego naturalność.

     – Myślałem, że jak dziewczyna nie uprawia długo seksu, to jest tam bardzo ciasna – powiedział Marek, puszczając do mnie oczko, zza wazonu z kwiatami.

Mógłby darować sobie ten teks, ale tylko tak potrafił żartować.

     – Uff, a ja pomyślałam, że masz małego – odpowiedziałam zupełnie niezgodnie z moim charakterem.

W pracy, zaniepokojone dziewczyny pytały, czy nie mam uczulenia, ponieważ widoczne części mojego ciała, łącznie z twarzą oblegane były czerwonymi plamami. To jedynie był skutek namiętnych pieszczot i pocałunków, których moja skóra doświadczyła po długiej przerwie. Tego dnia byłam bardzo dotleniona, gdyż wciągałam głęboko w nozdrza parujący ze mnie zapach Marka.

Nasza intymna znajomość trwała rok, a dokładnie do dnia, kiedy moja dobra koleżanka ze studiów, pokazywała mi na swoim telefonie komórkowym zdjęcia z Sylwestra, spędzonego w górach z przyjaciółmi. Spostrzegłam na nich Marka w towarzystwie dwóch pięknych blondynek i wiedziałam już że mnie okłamał. Zapytałam od niechcenia, kim jest ten gostek z blondynami? Mój Marek przecież Nowy Rok miał przywitać w Austrii ze swoimi synami, w towarzystwie siostry i jej męża. Odpowiedziała, że biznesowy kolega jej męża z żoną i siostrą.

Chociaż było mi źle, to nie bolało tak mocno. Kiedy zadzwonił, jak zwykle umówiliśmy się na spotkanie. Do samochodu szłam spokojna, na widok uśmiechającego się do mnie Marka kąciki moich ust bezwiednie powędrowały w górę. Wsiadłam do środka i zanim stęskniony zdążył mnie pocałować powiedziałam, że to koniec. Zmieszany zapytał, czy coś się stało? Tak, odpowiedziałam patrząc w jego zaniepokojone oczy – masz żonę. No i długim swoim milczeniem, tylko to potwierdził.

Przyjeżdżał potem kilka razy prosząc o spotkanie i rozmowę, mówił że się wkręcił, że się zakochał, że nie mogę tak nagle tego przerwać.

Więc to nie to, to nie moja miłość na którą czekam. Skąd to wiem, bo jest dzień jak co dzień, bo nie płaczę, bo nie tęsknię. Bo rozmawiając z nim ostatni raz, przez gardło swobodnie płynęły moje słowa, a serce bez większych emocji pompowało krew do ciała. Po wszystkim bałam się tylko jednego, że jestem pozbawiona uczuć, że nie będę w stanie nikogo pokochać.

No a teraz, już tydzień siedzi w moim umyśle i sercu. Jak pasożyt, który pozbawia mnie sił, nadziei i radości. Coś się zaczęło i nie chciałabym żeby się skończyło. Wystarczyły cztery dni spędzone razem. Obudził mnie. Chęci i natchnienie czerpię już tylko ze wspomnień, ale wiem, że potrzebowałam tego. Doznałam mnóstwa nieznanych emocji.

                                                               *

Trzy lata temu założyłam Instagrama, to było po wakacjach nad morzem. Moja córka i siostra, robiły wtedy dużo zdjęć i wciąż gdzieś je dodawały. Po roku i ja założyłam konto. Pierwszym dodanym zdjęciem, była fotka z tamtych wakacji, którą zrobiła mi Martyna.

Moją pocztę instagramową dosłownie zalewały wiadomości, dziwiłam się, ponieważ mając od kilkunastu lat Facebooka, nic takiego nie miało miejsca. Nachalność niektórych ludzi nie znała granic. Przychodziły propozycje matrymonialne i propozycje spędzenia jednej nocy. Nawet ktoś kiedyś napisał, że chciałby mieć swój pierwszy raz ze mną. Na początku byłam poirytowana, a czasami wkurwiona. Bardzo szybko przestałam je czytać i wszystkie spamy kasowałam zbiorowo, bo Instagram dawał taką możliwość. Więc od długiego czasu mam naprawdę spokój.

Tylko czasami jeszcze ktoś napisze wiadomość tego typu, że mój chłopak to najbardziej szczęśliwy człowiek na świecie, bo ma mnie.

     – Słyszysz chłopaku!!! Hej chłopaku, którego nie mam!

Pewnego wrześniowego popołudnia dostałam wiadomość. Składała się z kolażu moich instagramowych zdjęć i z zapytania – Basketball???

No tak, w opisie profilowym napisałam, że moją pasją jest koszykówka. Chodziłam z Kajtkiem i przyjaciółmi na mecze, ale to oni bardziej niż ja kochali koszykówkę. Na profilu od czasu do czasu umieszczałam zdjęcia z meczy i z oficjalnych spotkań z koszykarzami. Ba, nawet byli moimi znajomymi na Facebooku i Instagramie, ponieważ mieliśmy w naszym mieście drużynę koszykówki, plasującą się od lat bardzo wysoko w pierwszej lidze. Któregoś piątkowego wieczoru, kiedy Kajtek był u swojego taty, urządziłam wieczorek z moimi trzema przyjaciółkami. Wszystkie wraz z naszymi rodzinami byłyśmy fankami miejscowej drużyny. Jednak tylko Daria była „nadfanką” i skarbnicą wiedzy, w związku z czym o naszej polskiej lidze wiedziała wszystko. Więc jak na „nadfankę” przystało, podczas imprezy, na stole wśród sałatek, leżał jej telefon podparty czym tylko się dało i transmitował na żywo mecz naszych koszykarzy. Tempo picia drinków przebiegało na równi z tempem gry jakie narzucili nasi, a więc szybko i dynamiczne. Daria tak się rozemocjonowała, że bałyśmy się interwencji sąsiadów, a ona tylko klęła na przeciwników. Szczególnie, gdy cały mecz zawodnik z przeciwnej drużyny, upierdliwie miał coś rasistowskiego do naszego „numeru jeden.” No i stało się, kiedy zawodnicy na środku boiska podawali sobie dłonie, dziękując w ten sposób za mecz, nasz amerykański rozgrywający (numer jeden), uderzył ręką w twarz polskiego skrzydłowego z przeciwnej drużyny. Spoliczkowany mięczak upadł na boisko i długo zwijał się z bólu. Szkoda, że na słowne ataki, nie można upaść i zwijać się z bólu, czasami bardziej bolą niż policzek w twarz.

Rozjuszona Daria przejęta całym zajściem, kazała mi natychmiast wysłać wiadomość do naszego rozgrywającego. Głośno recytując dwa słowa: „Jesteśmy z tobą.”

– Dlaczego ja? – protestowałam skołowana. – Też jest twoim znajomym na Fejsie.

     – Kurwa zawieszą go – stłumiła gniew, tylko na moment, gdy piła drinka. – Bo tobie odpisze – skwitowała. Wzruszyłam z niedowierzaniem ramionami i uraczyłam ją pytającym spojrzeniem.

Daria założyła nogę na nogę.

     – Pamiętasz jak w ubiegłym roku czekałyśmy na powrót naszych dzieci z wycieczki? Autokar spóźniał się z dobre pół godziny, a zmartwieni rodzice pisali smsy do wychowawczyni.

     – No, ale co ma wspólnego jedno z drugim? – znów wzruszyłam ramionami.

     – A to, że Pani nikomu nie odpisywała – mówiąc to pochyliła się w moją stronę. – Poprosiliśmy Ciebie żebyś do niej wysłała smsa, no i oczywiście zaraz miałaś odpowiedź.

     – Nie porównuj koszykarza do naszej wychowawczyni – zaśmiałam się. – Jesteś fanką, więc odpisze.

     – Nie odpisze – oznajmiła przekonana. – Już kilaka razy życzyłam mu powodzenia i wysyłałam gratulacje za wygrane mecze…

Przez ułamek sekundy wyczułam rozczarowanie w jej głosie.

Sięgnęłam po swój telefon i posłusznie wyszukałam go na Messengerze.

     – Ok, dwa słowa „Jesteśmy z Tobą” – napisałam treść i podpisałam – Twoje fanki – wymieniając nas cztery z imienia i nazwiska, żeby sobie nie myślał…

Odpowiedź nadeszła po minucie, jak bardzo dziękuje i docenia to. Napisał, że ten skrzydłowy obrażał go przez całą grę, o czym informował sędziego. Po zakończonym meczu osobiście zwrócił mu uwagę, a ten znów go obraził, rzucając podły rasistowski tekst. Wyznał, że mu przykro, ale nie wytrzymał…

Od tamtej pory pisywaliśmy do siebie, co prawda bardzo rzadko, ale miło było dostać od niego życzenia urodzinowe. Czasami patrzyliśmy na siebie podczas meczy. Ostatni raz widziałam, go na uroczystości z okazji zakończenia sezonu. Przyjaciółka zrobiła nam wspólne, pamiątkowe zdjęcia. Nie ukrywam, że gdy stałam obok niego, a on objął mnie mocnym uściskiem, trzęsłam się. Nie zostałam do końca pożegnalnej imprezy. Późnym wieczorem, „numer jeden” przesłał wiadomość z zapytaniem, dlaczego nagle zniknęłam? Podkreślił, jak bardzo mu było miło poznać mnie osobiście i żałuje, że nie mieliśmy okazji porozmawiać.

Ajjj, i co ja miałam odpisać? Przesłałam plik wspólnych zdjęć z życzeniami powodzenia. Byłam bardzo ostrożna, ponieważ wśród moich przyjaciół krążyły opowieści, że koszykarze spotykają się z miejscowymi dziewczynami na seks. Nie jestem zakonnicą i nie będę udawała zgorszonej, przecież to samo życie, tylko ja oczekiwałam miłości, nie chciałam wyjść naprzeciw rzeczywistości. Po wakacjach wyjechał do Francji skąd kontaktował się ze mną. Planowaliśmy nawet spotkanie, jednak z czasem on zamilkł i ja też…

                                                                  *

Któż to taki, wątpi w moją pasję do koszykówki!? Jeszcze raz odczytałam wiadomość, przyglądając się sobie na nadesłanych zdjęciach.

     – Basketball???

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s