Myśli

Człowiek obdarowany został mową po to, aby ukryć swoje myśli.

                                                              Charles-Maurice de Talleyrand

Zawładnęły mną myśli, cokolwiek bym nie robiła, to i tak męczą moją głowę. W pracy, z przyjaciółmi, na zakupach czy w domu nie pozwalają mi w pełni skupić się. Wciąż i wciąż myślę, przestałam już śnić, bo myśli przepędziły sny. 

Stoję w miejscu i nie wiem czego mi brakuje. Banałem byłoby powiedzenie, że miłości. Jednak dawno, dawno temu (szczęście, że o tym pamiętam) liczyłam pierwsze pocałunki i suszyłam kwiaty, które dostawałam, a dziś liczę ile to już razy nie obchodzę walentynek i usycham sama. Już nie dotykamy się mijając, omijamy się nie dotykając. Namiętne pocałunki zastąpił oficjalny, fikcyjny, posłany gdzieś w powietrze cmok. Kiedyś byłam szczęśliwą, kochaną i kochającą młodą panną, teraz jestem nieszczęśliwą, niekochaną i nieodwzajemniającą uczuć starą panną. Nie mieliśmy ślubu, bo przecież szczęśliwi czasu nie liczą i nie muszą się formalnie wiązać! Jedyna słuszna więź to splecione dłonie i połączone w jedno nasze serca. Moja głowa, moja zaatakowana myślami głowa. 

Sylwestrowa noc, jak zwykle jesteśmy skłóceni. Dlaczego nie potrafię już sobie wmówić, że to mądry i dobry człowiek, który nigdy by mnie nie zdradził i nie okłamał. Czuję dziwny niepokój. Leżę w salonie obok śpiącego synka i oglądam telewizję. Denerwują mnie śmiechy i muzyka. Zerkam ukradkiem przez ramię. Grzegorz siedzi przy komputerze z zawziętą miną, może dlatego, że ma misję do wykonania. Między strzelaninami w komputerze popija drinka. Jestem już naprawdę śpiąca, ale czekam na magiczną północ. Wiem, że się pogodzimy i moja cierpliwość zostanie wynagrodzona. Zaczęło się telewizyjne odliczanie. Zerwałam się z łóżka otwierać szampana. Dyskretnie spojrzałam na Grzegorza siedzącego przy komputerze i pijącego drinka. Serce mi wali, jestem pełna nadziei, że zakończę Stary Rok wtulona w jego ramiona. Z telewizora słyszę radosne… 10, 9, 8, 7, 6… słyszę też szuranie krzesła, wstał, trzymam kieliszki z których iskrzy się świeżo nalany szampan… 5, 4… uśmiecham się, bo Grześ idzie w moim kierunku… 3, 2, 1… przeszedł obok, nie spoglądając w moją stronę, jakby był sam w domu! Wyszedł na taras oglądać rozświetlone od petard niebo. Zastygam, chyba umarłam. Jedynym żywym istnieniem jest buzujący szampan w lampkach, które jeszcze jakimś cudem trzymam. Moje tętno wariuje. Wypijam jednym tchem jedną lampkę za drugą! Czuję, jakbym wlewała w siebie na nowo tchnienie. Oddycham, moje ręce jeszcze drżą, a nogi jakby stawiały pierwsze kroki. Zabieram śpiącego Kajtka do sypialni.

Patrzę przez okno w czarną otchłań, boję się jutra, ale już wiem, że jestem wolna. Słyszę radosne okrzyki i muzykę, na dźwięk której jeszcze całkiem niedawno, poszłabym w tango. Teraz nawet kołdra, zamiast mnie otulać, przygniata i ziębi. Cała drżę zawładnięta skrajnymi emocjami. 
Już nie chcę zawalczyć, zapomniałam za czym można tęsknić. Wiem, że kurtyna powoli opada. To bardzo teatralne, lecz życie to nie teatr, nie można zejść ze sceny. 

Jedna myśl na temat “Myśli

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s